Doliczony czas gry … 2:1

„SOKÓŁ” Nisko – „Wisłok” Strzyżów 2:1
Opuściliśmy strefę spadkową , awansując na 12-ste miejsce w tabeli.
I staje się to nudne … niewykorzystane sytuacje. Już w pierwszej minucie powinniśmy strzelić bramkę, ale Marcin Tur nie trafił w piłkę do pustej bramki. Niestety taka niemoc ogarnęła wszystkich naszych zawodników. Sytuacji było bez liku, ale nawet „Krystek” miał problemy z umiejscowieniem piłki w siatce. W 35 minucie ta sztuka udała się Jackowi Maciorowskiemu … zgodnie z powiedzeniem – „gdzie napastnik nie może, to obrońca zrobi” :). Po tym wydarzeniu znowu wszystko stanęło.
Goście parokrotnie zagrozili bramce Tomka, ale było to spowodowane głównie przez nieroztropną grę naszej obrony, która to nie wiadomo dlaczego od czasu do czasu pozwalała napastnikom gości „wchodzić jak w masło” w nasze pole karne. I to by chyba było na tyle, jeżeli chodzi o pierwszą część spotkania.
W drugiej połowie zaczął padać deszcz i boisko stało się bardzo śliskie. I jak mawia powiedzenie -„niewykorzystane okazje lubią się mścić” – w 83 minucie po przypadkowym (ale w pełni sprawiedliwie podyktowanym) rzucie karnym, tracimy bramkę i … robi się nerwówka. Chwilę potem jeszcze napastnik Strzyżowa omalże nie strzelił drugiego gola, ale po jego kąśliwym strzale, piłka uderzyła w boczną siatkę, obok interweniującego Tomka (który i tak by ją chyba sparował na aut, ale sytuacja mimo to wyglądała bardzo groźnie). Dobrze, że nasi gracze pomimo upływającego czasu potrafili uspokoić grę i nie dali się sprowokować do chaotycznej wymiany ciosów z „Wisłokiem”. Nasze akcje były przemyślane, z uruchomieniem obrony i graczy środkowej części pola. Po takiej to akcji, po pięknej wrzutce z połowy boiska, z odległości ok. 8 metrów Mateusz Sudoł pokonuje bramkarza gości i jest 2:1 dla nas. Był to już doliczony czas gry. Strzyżów rzucił się jeszcze do odrabiania strat i w sumie miał dwie dość dogodne sytuacje do strzelenia gola (rzut wolny i rzut rożny), ale nasz „Balon” był jak zwykle czujny na swoim posterunku i nie dał się pokonać. Mecz zakończył się naszym zwycięstwem 2:1.
Za tydzień, znowu w niedzielę, jedziemy do Wiśniowej.

Kosmos w „Cosmos”-ie :-) wygrywamy 6:4

„Cosmos” Nowotaniec – „SOKÓŁ” Nisko 4:6
Jak to określił Robert Węglarz, nasz drugi bramkarz – „Szalony mecz !”. Bramkami, ich ilością, można by obdzielić nie jedno spotkanie. Po ośmiu minutach prowadzimy 2:0 po bramkach Krystianów – Tabaki (3″) i Lebiody (8″). W 9 minucie Porcek strzela gola kontaktowego. W 15 minucie Laskowski pięknym uderzeniem z rzutu wolnego pokonuje Tomka i jest 2:2. W 22 minucie przypomina o sobie Marcin Tur i jest 3:2 dla nas. „Cosmos” odpowiada golem w 27 minucie i pierwsza połowa kończy się wynikiem 3:3.
Drugą połowę rozpoczyna Nowotaniec golem na 4:3 (46 minuta). Taki stan meczu utrzymuje się do 77 minuty. I kiedy to znowu zawisło nad nami widmo pechowej porażki, daje o sobie znać Marcin Tur. Strzela gola na 4:4, a osiem minut później wyprowadza nas na prowadzenie. Formalności dopełnia Wojtek Tyczyński, który w doliczonym czasie gry ustala wynik meczu na 6:4 dla „Sokoła” Nisko.
„Mecz na szczycie” dla nas :-).
Zagraliśmy w bardzo eksperymentalnym ustawieniu – z Krystianem Lebiodą w ataku.
A oto cała jedenastka: Wietecha – Maciorowski, Stępień, Tabaka, Drelich – Niedziałek, Woźniak, Sudoł – Tur, Lebioda.
Dobre zmiany dali: bracia Szpyra, Bednarz, Puzio, Kowal i strzelec gola – Wojtek Tyczyński.
Za tydzień mecz w Nisku. Godzina 16.00 – „Wisłok” Strzyżów. Zapraszamy.

„SOKÓŁ” – „Polonia” Przemyśl 0:1

„… z wynikami, my i tak jesteśmy z Wami.”
Na pewno nie byliśmy zespołem gorszym. Mieliśmy więcej sytuacji bramkowych – tylko co z tego. Znowu powrócił temat początku spotkania. Już w pierwszych minutach meczu mogliśmy prowadzić dwoma bramkami. Nic takiego jednak się nie stało. Przeciwnik pierwszy strzał na nasza bramkę oddał dopiero w 35 minucie. „Polonia” głównie skupiona była na obronie własnej połowy boiska. Tak minęła pierwsza połowa. Niestety, w naszej grze wraca temat zaangażowania. Jak można uczestniczyć w meczu przez 60 minut (bo grą tego na pewno nie można nazwać) i ani razu nie kopnąć piłki (a nawet od niej uciekać)???
Na drugą połowę to nasz przeciwnik wyszedł bardziej zmotywowany i z nastawieniem na grę z kontry. I w pełni mu się to udało. Pomiędzy 55 a 65-tą minutą meczu odbył się istny ostrzał bramki Tomka (dwie poprzeczki). W końcu w 65 minucie, w sytuacji sam na sam i dość pechowej interwencji naszej obrony „Polonia” zdobywa gola.
Była jeszcze sytuacja Jacka Stępnia, który wyjątkowo nie trafił głową w piłkę w odległości 5 metrów od pustej bramki. Była jeszcze akcja Marcina Tura (przez cały mecz na pełnych obrotach), który właśnie wychodził na sam na sam z bramkarzem gości i został zatrzymany za koszulkę przez obrońcę „Polonii”. Obrońca dostał czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko, ale był to już właściwie doliczony czas gry i nic więcej nie udało nam się wskórać.
Znowu przegraliśmy chyba na własne życzenie. Szkoda meczu, bo przeciwnicy uciekają.
Oprócz rutyniarzy, którzy przeważnie nie zawodzą w naszej drużynie na pochwałę zasługuje jeszcze postawa Krystiana Tabaki. Podobnie jak Marcin Tur przez cały czas grał na pełnych obrotach. I to chyba znowu byłoby na tyle …
Teraz jedziemy do Nowotańca.

Demon wrócił – porażka 1:3

„Ale my i tak damy radę” 🙂
Niestety, demon porażek powrócił. Może nasz zespół nie wytrzymał tego meczu psychicznie, po dość co najmniej delikatnie powiedziane „kontrowersyjnym spotkaniu” z Dębicą ? Może za krótka przerwa między spotkaniami? A może tak musi na razie być ? Może potrzeba trochę czasu, aby nowi zawodnicy wkomponowali się w resztę zespołu. Żeby poczuli że są jego pełnowartościowym składnikiem. Trybem tak samo ważnym, jak zawodnicy już w drużynie zaaklimatyzowani. Dla „Maciora”, „Krystka” czy „Balona” zmiany w podstawowym składzie to żadna nowość. Są za bardzo doświadczonymi piłkarzami, by na to zwracać uwagę. Przez cały czas robią po prostu swoje. Co innego mniej doświadczeni… Cóż czas pokaże, byleby tylko nam inne drużyny nie uciekły za daleko. Ale Artur już w nie takich opałach był z naszym „Sokołem” i zawsze potrafił wykrzesać w drużynie ducha walki. Potrafił powoli, ale systematycznie osiągnąć swój i całego zespołu cel. Wierzę, że i tym razem też tak będzie.
Do 82 minuty było 1:1, po golach w 28 minucie Zbigniewa Dąbka i naszym wyrównaniu w 55 minucie (Mateusz Sudoł). I wtedy to właśnie Patryk Róg wyprowadza „Izolator” na prowadzenie. A w 87 minucie spotkania ustala wynik na 3:1, pozbywając naszą drużynę szans na wywiezienie 1 punktu. Zaważyła końcówka. Psychika ?
09 września przyjeżdża do nas „Polonia” Przemyśl.
Żeby nie zapeszyć, nic nie będę pisał o bilansie spotkań między nami a Przemyślem (jak to miało miejsce z „Wisłoką” 🙂 ).
ZAPRASZAMY na sobotę, 09 września 2017r., na godzinę 17.00.

(tekst usunięty) – przegrana 1:2

Dwa przypadki – dwie bramki.
Cóż, strzeliliśmy w sumie trzy bramki – dwie nieuznane. Przeciwnik strzela o jedną mniej, ale … wystarczyło – pierwsza bramka po faulu na Jacku Maciorowskim (obserwator, a był nim Pan Mariusz Złotek, upomniał się o tą sytuację). Druga bramka – przypadkowe wybicie piłki z ok. 30-35 metrów trafia do naszej bramki. Niespodziewający się niczego „Balon” nawet się nie ruszył. Szkoda, bo było kilka stuprocentowych sytuacji w pierwszych minutach meczu i gdybyśmy je wykorzystali, mecz prawdopodobnie ułożyłby się inaczej. Nie mówiąc już o pierwszej naszej bramce, strzelonej w 35 minucie, której arbiter nie wiadomo dlaczego nie uznał (też upomniał się o to obserwator). A tak to mecz nam po prostu nie wyszedł :(.
Nie wyszedł również i arbitrom. Decyzje trójki sędziowskiej zadziwiały zarówno zawodników jak i obserwatorów tego spotkania. Cała trójka sędziowska sprawiała wrażenie, że piłka i zawodnicy są rzeczami całkowicie zbędnymi i przeszkadzającymi im w świetnej zabawie, która nazywa się „Sędziowanie Meczu Piłkarskiego”. Niestety, przez takie prowadzenie zawodów mecz był pełen frustracji i niepewności zarówno dla naszych graczy jak i dla zawodników gości. Obfitował w żółte kartki, a w jednej sytuacji zakończył się czerwoną. Była to już końcówka meczu. Ale ten temat jest już znany i oklepany. Nie ma sensu się nad nim więcej rozpisywać :).
(tekst usunięty).
By mimo wszystko zakończyć to krótkie streszczenie czymś optymistycznym, należy wspomnieć o bramce zdobytej przez Przemka Bednarza. Piękny, mocny, kąśliwy i mierzony strzał pod poprzeczkę bramki gości. Strzał z wysokości pola karnego. Bramkarz nawet gdyby próbował go sparować, „przełamałoby mu ręce”. Na więcej już niestety nie starczyło nam czasu.
I to by było na tyle.

P.S.
03 września (niedziela) jedziemy do Boguchwały.

LKS Pisarowce – „SOKÓŁ” 0:2 !!!


WYGRANA W PISAROWCACH.

     Zwycięstwo 2:0. Czyżby ruszyło ?
Pewna wygrana 2:0. Wreszcie nasz „SOKÓŁ” pokazał się z jak najlepszej strony.

Pierwsza bramka to indywidualna akcja „Krystka” Lebiody, który w swoim stylu ograł trzech przeciwników i pewnym strzałem zmusił do kapitulacji bramkarza gospodarzy. Wszystko to działo się ok. 30 minuty spotkania. Przysłowiową „kropkę nad i” postawił Marcin Tur, który wykorzystał rzut karny po faulu na powracającym do gry i wyśmienitej formy Marcinie Kowalu.  Cały mecz nasz zespół zaprezentował się z jak najlepszej strony. Było jeszcze kilka słupków i poprzeczek, ale w końcu bramka przeciwnika została odczarowana i wreszcie mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa.
Teraz w środę „Wisłoka”, z którą to bilans spotkań mamy całkiem niezły. Przy obecnej naszej dyspozycji jest bardzo duża szansa na następne 3 punkty.  🙂

Trzymamy kciuki. MECZ W NISKU.

Teraz przerwa.

Ta kolejka zostanie rozegrana przez nasz zespół 23 sierpnia (środa).
Wyjazd do Sanoka. Naszym przeciwnikiem będzie beniaminek, EKOBALL Sanok.

Najbliższy mecz rozegramy również na wyjeździe, 19 sierpnia o godz. 17.00 z drużyną „Głogovii” Głogów Małopolski.
Następnie wspomniana już środa (mecz na wyjeździe) i w sobotę 26 sierpnia 2017r. znowu wyjazd, tym razem do LKS Pisarowce.

30 sierpień (ŚRODA) podejmiemy na stadionie w Nisku „Wisłokę” Dębica.
BĘDZIE TO INAUGURACJA SEZONU 2017/2018 NA NASZYM STADIONIE.
SERDECZNIE ZAPRASZAMY !!!

To taki krótki plan meczy na sierpień.