Korona „Koronie” z głowy nie spadła … 0:1

Przegraliśmy, a mogliśmy wygrać – remis był na wyciągnięcie ręki. Dwie stuprocentowe sytuacje zmarnowane przez naszych zawodników. W pierwszej, piłka po asyście Damiana Judy została uderzona z pięciu metrów tuż obok bramki i trafiła w słupek podtrzymujący siatkę. Drugą, w ostatniej minucie meczu zmarnował Lewiński, nie trafiając również z 5 metrów głową do pustej bramki.

Ogólnie był to mecz walki – jedna i druga drużyna wiedziała co jest jego stawką. Rzeszowianie wykorzystali zawahanie naszej obrony i napastnik „Korony” z ok. 16-metrów, ładnym technicznym lobem ponad naszym bramkarzem umieścił piłkę w siatce.  My mieliśmy te dwie opisane powyżej sytuacje.

Cały mecz to starcie młodzieży z doświadczeniem. Nawet Bartek Miazga, który w każdym poprzednim meczu „kręcił” zawodnikami przeciwnika jak chciał, w tym spotkaniu nie miał dużo do powiedzenia. „Rutyniarze” wiedzieli jak zatrzymać młodość. 

Osobiście (M.Dz.) chciałbym przeprosić drużynę „Korony” Rzeszów za moje subiektywne insynuacje. Wydawało mi się to dziwnym, że drużyna z IV-ligowego outsider’a staje się raptem objawieniem drugiej rundy. Cóż – na boisku „Sokoła”, „Korona” udowodniła, że jest to w naszej lidze jak najbardziej realne. Doświadczeni zawodnicy, obstawieni młodzieżą mogą zdziałać cuda i z drużyny będącej „brzydkim kaczątkiem” przerodzić się w „pięknego łabędzia z KORONĄ na głowie” 🙂

(P.S. wpis usunąłem i jeszcze raz przepraszam – M.Dz.)

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.